Przyznam szczerze, że pracując przez kilkanaście lat w kilku firmach transportowych, a wcześniej także w dużych zakładach FMCG, byłem przekonany, że temat donosicieli, plotkarzy i wymyślania historii na temat innych pracowników mam już dawno za sobą.
Odchodząc kiedyś z jednej z największych firm transportowych w Polsce myślałem, że widziałem już wszystko.
Nic bardziej mylnego.
Nieważne, czy pracujemy w Polsce, Niemczech, Holandii czy Francji – wszędzie znajdą się ludzie, którzy bardziej interesują się życiem innych niż własnym. A ludzka fantazja w tworzeniu różnych historii potrafi być naprawdę imponująca.
Czasami człowiek musi wręcz udawać przysłowiowego debila, żeby przypadkiem nikogo nie urazić.
Brzmi brutalnie? A może po prostu zbyt znajomo?
Być może.
Ale wielu kierowców zawodowych po kilku latach pracy w transporcie doskonale wie, o czym mówię.
Trzy grupy ludzi, które spotkasz niemal w każdej firmie
W większości firm można zauważyć podobny podział.
Pierwsza grupa to zwykli pracownicy. Ludzie, którzy przychodzą do pracy, wykonują swoje obowiązki i po zakończeniu zmiany wracają do domu lub spędzają czas w kabinie. Jedni usiądą z kolegą przy kawie lub podczas pauzy pogadają o życiu, inni zadzwonią przez komunikator do rodziny, obejrzą film, poczytają książkę albo posłuchają podcastu. Nie interesują ich cudze sprawy, nie szukają sensacji i nie mają czasu na firmowe seriale.
Druga grupa to osoby uprzywilejowane. Zawsze wiedzą pierwsze o zmianach w firmie, nowych kierowcach, planowanych decyzjach czy plotkach krążących po bazie. Często są blisko przełożonych i sprawiają wrażenie, jakby posiadały dostęp do informacji niedostępnych dla reszty załogi.
I wreszcie trzecia grupa. To ludzie, którzy żyją głównie informacjami o innych. Wiedzą kto dostał premię, kto się pokłócił z dyspozytorem, kto podobno szuka nowej pracy i kto miał rzekomo problem z klientem. Niejednokrotnie są przekonani, że pełnią ważną funkcję informacyjną w firmie, choć w rzeczywistości często tworzą więcej zamieszania niż pożytku.
Oczywiście nie dotyczy to każdej firmy i każdego pracownika biurowego.
Jednak każdy kierowca zawodowy przynajmniej raz w życiu spotkał sytuację, gdy informacja wypowiedziana przy kawie wracała do niego po tygodniu w zupełnie innej wersji.
Co ciekawe, bardzo często osoby żyjące głównie informacjami o innych pracownikach są przekonane o swojej wyjątkowej pozycji w firmie. Wydaje im się, że dzięki bliskim kontaktom z przełożonymi są częścią wewnętrznego kręgu wtajemniczonych. Rzeczywistość bywa jednak znacznie mniej romantyczna.
W wielu przedsiębiorstwach kierownicy rzeczywiście lubią mieć pod ręką swoisty „system wczesnego ostrzegania”. Kogoś, kto zawsze coś usłyszał, coś zauważył albo coś wie. Problem polega na tym, że taka relacja najczęściej działa tylko wtedy, gdy jest potrzebna.
Gdy przychodzą reorganizacje, cięcia kosztów albo zmiany kadrowe, nagle okazuje się, że lojalność wobec takiego firmowego „zespołu śledczego” ma swoje granice. Biznes rządzi się własnymi prawami, a osoby przekonane o swojej wyjątkowej pozycji często boleśnie odkrywają, że były jedynie narzędziem do realizacji określonego celu.
Można powiedzieć, że niektórzy kierownicy lubią mieć przy nodze własny „psi patrol”, ale kiedy przestaje być potrzebny, bez większych sentymentów wymieniają go na nowy model albo całkiem rozwiązują jednostkę specjalną.
Co zabawne, bardzo często osoby pełniące taką funkcję są przekonane, że należą do grona najważniejszych ludzi w firmie. Tymczasem pozostali pracownicy niejednokrotnie postrzegają ich bardziej jako firmowych klaunów i źródło problemów niż rzeczywiste źródło informacji.
Wszystko, co powiesz…
Z wiekiem coraz bardziej przekonuję się do jednej zasady:
Im mniej osób wie o tobie, tym lepiej dla ciebie. Nie chodzi o to, żeby być opryskliwym czy niekoleżeńskim.
Chodzi o zachowanie zdrowego rozsądku. Bardzo często osoby najbardziej zainteresowane twoim życiem wcale nie chcą ci pomóc.
Interesują je informacje:
- Gdzie jeździsz?
- Ile zarabiasz?
- Jakie masz trasy?
- Czy dostałeś podwyżkę?
- Czy zamierzasz zmienić pracę?
- Jakie masz relacje z dyspozytorem?
Dla wielu ludzi są to po prostu tematy do kolejnej rozmowy z następną osobą.
Nie bez powodu Amerykanie mawiają:
„Everything you say can and will be used against you.”
(„Wszystko, co powiesz, może i zostanie użyte przeciwko tobie.”)
To zdanie kojarzy się głównie z filmami policyjnymi, ale czasami zaskakująco dobrze opisuje również życie w niejednej firmie transportowej.
Sztuka mówienia niczego
Przez lata wypracowałem pewną metodę.
Jeżeli ktoś zbyt mocno interesuje się moimi planami zawodowymi, bardzo często słyszy odpowiedź:
„Chyba niedługo będę się zwalniał.”
I tyle. Bez szczegółów. Bez wyjaśnień. Bez rozwijania tematu. Najciekawsze jest to, że taka informacja potrafi później żyć własnym życiem przez wiele miesięcy.
Jedni słyszeli, że już odchodzę. Drudzy, że mam nową pracę. Trzeci, że otwieram firmę. Czwarty twierdzi, że dostałem ofertę życia.
A ja w tym czasie spokojnie wykonuję swoją pracę i obserwuję, jak powstają kolejne wersje tej samej historii. Przyznam szczerze, że z perspektywy czasu bardziej mnie to bawi niż denerwuje.
Psychologia donosiciela
Z perspektywy kierowcy zawodowego mam czasami wrażenie, że zjawisko plotkowania, donosicielstwa i życia cudzym życiem występuje w transporcie częściej niż w wielu innych branżach. Być może wynika to ze specyfiki naszej pracy. Długie godziny spędzane na parkingach, bazach, terminalach czy rozmowach telefonicznych sprawiają, że informacje rozchodzą się błyskawicznie. Problem polega na tym, że nie zawsze są to informacje prawdziwe.
Psychologowie od dawna opisują zjawisko plotkowania i donosicielstwa.
Najczęściej nie wynika ono ze złej woli.
Powody bywają różne:
- chęć przypodobania się przełożonym,
- zazdrość,
- potrzeba poczucia ważności,
- niska samoocena,
- zwykła nuda.
Informacja staje się wtedy walutą. Niektórzy ludzie nie budują swojej pozycji kompetencjami, doświadczeniem czy pracowitością. Budują ją informacjami o innych. Im więcej wiedzą o kolegach, tym bardziej czują się potrzebni.
Problem polega na tym, że bardzo często są to informacje niepełne, przekręcone albo całkowicie zmyślone.
Prawda jest też taka, że donosiciel bez słuchacza niewiele znaczy. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy jego opowieści znajdują podatny grunt. Niestety zdarza się, że niektóre osoby przyjmują zasłyszane historie niemal jak prawdę objawioną, nie zadając sobie trudu ich zweryfikowania.
W takich sytuacjach człowiek z czasem dochodzi do wniosku, że nie warto walczyć z wiatrakami. Można godzinami tłumaczyć się z rzeczy, których nigdy się nie powiedziało, albo zaakceptować fakt, że nie mamy wpływu na wszystko, co dzieje się wokół nas.
Pozostają wtedy dwie rozsądne drogi. Pierwsza to robić swoje, zachować spokój i nie przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Druga to zwyczajnie poszukać pracodawcy, który bardziej ceni fakty, doświadczenie i wyniki pracy niż firmowe legendy przekazywane z ust do ust.
Najskuteczniejsza metoda? Szary kamień
Psychologia zna pojęcie „Grey Rock”, czyli „szarego kamienia”.
To jedna z najskuteczniejszych metod radzenia sobie z plotkarzami, manipulatorami i osobami szukającymi sensacji.
Polega na tym, żeby być maksymalnie nudnym rozmówcą.
– Gdzie jedziesz?
– Do pracy.
– Co wieziesz?
– Towar.
– Co tam u ciebie?
– Wszystko dobrze.
Koniec rozmowy.
Brak emocji. Brak sensacji. Brak materiału do dalszych opowieści. I nagle okazuje się, że zainteresowanie naszym życiem gwałtownie spada.
Nie zaglądaj innym do miski
To chyba najważniejsza lekcja, jakiej nauczył mnie transport.
Nie interesuje mnie, ile zarabia kolega.
Nie interesuje mnie, jakie ma premie.
Nie interesuje mnie, dlaczego dostał lepszą trasę.
Nie interesuje mnie również, co robi po pracy.
Każdy ma własne życie, własne problemy i własne decyzje.
Im szybciej człowiek to zrozumie, tym spokojniej funkcjonuje.
Bo prawda jest taka, że większość konfliktów w firmach zaczyna się nie od pracy, lecz od nadmiernego zainteresowania cudzym życiem.
Być może ktoś powie, że to wszystko brzmi cynicznie. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Ten tekst kieruję przede wszystkim do młodych kierowców zawodowych oraz osób rozpoczynających pracę w nowej firmie. I nie dotyczy to wyłącznie transportu. Podobne mechanizmy można spotkać w magazynach, fabrykach, biurach, urzędach czy niemal każdym większym zakładzie pracy.
Warto pamiętać, że koledzy z pracy to przede wszystkim koledzy z pracy. To znajome twarze, z którymi spędzamy część dnia, ale niekoniecznie przyjaciele, którym od pierwszego dnia warto powierzać wszystkie swoje plany, problemy czy sekrety.
Z czasem każdy sam nauczy się odróżniać ludzi życzliwych od tych, którzy bardziej interesują się zbieraniem informacji niż budowaniem normalnych relacji. Mam jednak nadzieję, że ten felieton pomoże choć jednemu początkującemu kierowcy lub pracownikowi szybciej odnaleźć się w nowym środowisku i – cytując klasyka – „oddzielić ziarno od plew”.
Kto naprawdę wygrywa?
Przez lata myślałem, że osoby rozsiewające plotki mają przewagę. Dzisiaj widzę to zupełnie inaczej. To nie oni wiedzą więcej. To oni bardzo często wiedzą mniej. Największą satysfakcję daje świadomość, że osoby próbujące zbierać informacje często widzą tylko to, co druga strona chce im pokazać.
Jeżeli ktoś od kilku lat wierzy, że właśnie się zwalniam, zmieniam firmę albo szykuję wielką zawodową rewolucję, niech wierzy dalej.
Ja naprawdę nie mam z tym problemu. Wręcz przeciwnie. Czasami siedząc przy grillu ze szwagrem można się z tego wszystkiego całkiem nieźle pośmiać.
Na zakończenie
Po kilkunastu latach pracy za kierownicą doszedłem do prostego wniosku. Nie musisz wygrywać każdej dyskusji. Nie musisz prostować każdej plotki. Nie musisz tłumaczyć się każdemu. Wystarczy robić swoje.
Być uczciwym wobec siebie. I pamiętać, że nie każdy kolega z pracy jest przyjacielem.
A czasami najlepszą odpowiedzią na firmowe plotki jest zwykły uśmiech i spokojna jazda dalej.
Ostatecznie to nie plotkarze, donosiciele i eksperci od cudzych spraw płacą nasze rachunki, wychowują nasze dzieci czy rozwiązują nasze problemy.
I właśnie dlatego warto poświęcać więcej czasu własnemu życiu niż analizowaniu życia innych.
Być może właśnie dlatego po latach pracy coraz bardziej cenię ludzi, którzy potrafią rozmawiać o trasach, rodzinie, hobby czy planach na przyszłość, zamiast całe dnie analizować życie kolegów z firmy lub z parkingu.
A Wy spotkaliście w swojej pracy firmowych donosicieli lub osoby żyjące głównie cudzym życiem? Jak sobie z nimi radzicie – ignorujecie, konfrontujecie czy po prostu stosujecie zasadę „robię swoje i jadę dalej”?
Kabina, kawa i coś, co oderwie myśli od tachografu – jeśli tu zaglądasz, to wiesz, o co chodzi.
Masz ochotę dorzucić się na kawę za ten wpis albo po prostu doceniasz to, co robię? Będzie mi miło – w trasie każda kawa smakuje lepiej 😉☕
Jeśli nie chcesz przegapić kolejne wpisy — zasubskrybuj bloga. Formularz znajdziesz na dole strony.
Szerokości, przyczepności i spokojnych kilometrów! 🚛💨
Zostaw komentarz